niedziela, 21 września 2008

Zostaję fanką japońskiej kuchni + Gruyere

Naprawdę zdaję sobie sprawę, że brzmi to conajmniej dziwnie - ale tak, to prawda - jem surowe ryby, wodorosty i dziwne herbatki, i zupy. Są pyszne!! Ja, która ryby zaczęła jeśc może ze dwa lata temu, i tak sporadycznie - przekonałam się do japońskiej kuchni. Inna sprawa, że moja miłośc do sosu sojowego była już powszechnie znana i niektórych lekko zadziwiała ilośc sosu, jaką mogę przyjąc (Big bottle na Lea :) ). Strasznie lubię ten kwaśno-słony smak, i przekonałam się też do delikatnego, rybiego aromatu. Jakiś czas temu Aya zrobiła sushi, a dzisiaj poczęstowała mnie onigiri. Jest to rodzaj bardzo popularnej przekąski w Japonii - coś jak nasza polska "kanapkado szkoły". Robi się ją z japońskiego, dosc kleistego ryżu o okrągłych ziarnach, dodaje specjalne przyprawy, formuje w trójkącik i przyozdabia nori (tymi wodorostami, w które się zawija sushi-maki). Nori nie służy tylko jako ozdoba, za to się też trzyma trójkącik podczas konsumpcji. Aya przywiozła mnóstwo japońskich specyfików, dlatego nie bardzo wiem, co tam jest, bo wszystko po japońsku. A nie bardzo możemy wymyślic jak to na angielski przerzucic. Nieważne - ważne, że było pyszne!! Jakbym mieszkała w Japonii, to bym się przynajmniej zdrowo odżywiała - i to z przyjemnością:) Nie przeszkadza mi naprawdę, że czasem to rzeczy, których normalnie bym nie ruszyła (algi, wodorosty). BTW - nori też można szamac na sucho :) Fajne, lekko słone, rybie, trochę glucieje w ustach po chwili. Można też skropic arkusz sosem sojowym, hehe:) - co też uczyniłam!

Druga częśc kulinarnego posta już stricte szwajcarska. Le Gruyere - twardy ser z krowiego mleka (znów sorki, Ada, poszukam czegoś nie krowiego) robiony w kantonach Fryburg, Vaud (tu gdzie jestem!), Neuchatel, Bern i Jura. Mieli jakieś problemy z nazwą, zanim dostali znaczek oryginalności (AOC - Appelation, d'Origine Controlee), bo we Francji też cuś podobnego produkują, z tym że francuski ser musi miec dziury (bo wymaga tego prawo!), a szwajcarski nie :). Z ciekawostek - żeby zrobic 80 kg Gruyere'a trzeba 800 litrów mleka. Dobry do pieczenia, fondue, zup serowo-cebulowych/czosnkowych (yummy:P). Tak mi się zdaję, że nie będę pisac o tym, jak go robią, bo jak kogoś interesuję, to pod spodem linki wstawię. Z ciekawych rzeczy napiszę jeszcze, że jest to ser o dośc starej recepturze - ok. XIII w. - polecam stronkę, jest wersja angielska, poza tym dużo fajnych zdjęc z produkcji (jedno jest fajne z takim serem wielkim, miękkim jeszcze, jak go koleś niesie). Ja zakupiłam wersję młodszą i słodszą ( i tańszą, heh) - doux - dojrzewa min. 5 miesięcy. Ma czerwonawą skórkę, jak dla mnie pachnie neutralnie, trochę słodko, orzechowo. W smaku delikatniejszy i mniej wyrazisty niż Appenzeller. Gruyere uratował mój dzisiejszy obiad, gdyż sierota kupiłam złą śmietanę - niby było napisane creme, ale to chyba była śmietana na bitą śmietanę (lekko rzadka, płynna nawet..), a nie nasza tradycyjna 18% :/ A ja miałam ochotę na śmietanowy sos.. No, to żeby jakoś zagęścic sos dodałam startego Gruyera. Trochę pomogło, wzmocniło walory smakowe też przy okazji:) Efekty można podziwiac na zdjęciach - ja zjadłam i przeżyłam w każdym bądź razie. Acha, w sumie z tych serów to mi te skórki smakują najbardziej, są najbardziej pikantne :)

www.gruyere.com

Brak komentarzy: