piątek, 19 września 2008

1 tydzien juz za mna

Czas jakoś rzeczywiście przyspieszył. Ani się obejrzałam, a już cały pełny tydzień za mną. W związku z tym parę refleksji (szykuje się kolejny długi post - od razu uprzedzam).

Może najpierw o szkole :) Jako Madzior walczący o lepszy byt (czyt. wreszcie porządek!!) studentów IM poczyniłam parę obserwacji, z których następujące płyną wnioski:

  1. Pod względem organizacyjnym, niestety, UJ jest daleko w tyle. Raczej wydaje mi się, że to specyfika naszego kierunku (międzywydziałowy) sprawia trochę trudności komunikacyjnych, które są początkiem wszechobecnego chaosu - nie można ciągle mówic, że jest balagan, bo kierunek jest nowy. Hello?! on powstal 7 lat temu! Tutaj wszystko jest jasne: wytyczne dotyczące tego ile i jakie kursy trzeba zrobic (jest dosyc duża swoboda w doborze modułów - kursy są pakowane po 3 w jeden moduł, w semestrze trzeba zrobic 4 moduły). Plan jest podany PRZED rozpoczęciem zajęc :) Też mają tu coś w stylu USOSa, ale pomimo, że po francusku, chyba sobie lepiej z nim radzę niż na początku z USOSem.
  2. Poziom zajęc - chodzę tylko na 3 kursy: fotochemia, nanomateriały i coś w stylu naszej fizyki statystycznej zmiksowanej z fazą. Dwa pierwsze kursy są po angielsku, więc luz. Fotochemia jest podobna do naszych fotomateriałów, nawet prowadzący ma coś w sobie z naszego kochanego pana Szaciłowskiego - styl prowadzenia, poczucie humoru :) Myślę też, że będzie to jeden z przyjemniejszych egzamów. Nanomateriały prowadzi pan z Niemiec (Ordnung muss sein :) ), specjalista od nauk o materiałach. Na kursie większośc stanowią chemicy, dlatego trochę mu było nie w smak jak zaczął mówic o dyslokacjach i granicach ziaren, a ludzie nie wiedzieli, o co chodzi. Ja z kolei w tym momencie dziękowałam Bogu, że ktoś jednak zdecydował się upchnąc nam metale i ceramikę :D! Będę miec z tego jeszcze seminarium, ale na razie podoba mi się program tego kursu - przekrój przez najbardziej używane nanoefekty + materiały, bardzo "materiałowy" kurs (nasze władze powinny się ucieszyc, hehe - także z tego, że umiem już ciąc szkło i obsługiwac wiertło piaskowe, bardzo inżynierskie umiejętności!). I na koniec coś, na czym poległam -pierwszy i jedyny raz na studiach! - fizyka statystyczna. Zapisałam się na ten kurs ze względu na Graetzela (podobnie jak ja zrobilo parę innych osób). Na pierwszym wykładzie go nie było i jakiś typ uparł się, że pierwszy wykład walnie po francusku. Trochę się poplumkałam, nawet niektórzy studenci mnie wsparli, ale pozostaje mi czekac na profesora.... Ale zostałam i wysłuchałam wykłądu po francusku - szczerze mówiąc, tak tragicznie nie było, bo przecież matma, fizyka i chemia wszędzie takie same. Częśc słów podobna do angielskiego, resztę jakoś wykminiłam z kontekstu - dało radę. Sęk w tym, że koleś naprawdę był beznadziejny (nie profesor Graetzel, broń Boże!! - jego zastępca) i nie potrafił wytłumaczyc. Przerabiał wstęp do fizyki statystycznej - rozkłady mikro-, makro- i wielki kanoniczny. I gdybym się tego wcześniej nie uczyła, to potrzebowałabym dużej dawki whyobraźni i dobrego podręcznika, żeby to zaczaic. To już nawet ja, po roku przerwy chyba bym to lepiej wytłumaczyła. Ludzie wyszli zdegustowani, z nadzieją, że od przyszłego tygodnia wróci Graetzel. Ja też - może zgodzi się na przełączenie na angielski? Summa summarum a propos poziomu - wydaje mi się, że na UJ dostałam solidniejsze podstawy. To, co my mamy w pierwszych 3 latach studiów, oni mają na 4 roku (tzn. wspólnie mamy postawy fizyki, chemii i te inne blablabla, ale my chyba mamy więcej przedmiotów extra). Z drugiej strony nie żałuję, że coś mi się tu powtórzy (łatwiej będzie zdac egzam :P), ale jest też szansa na spojrzenie na materiał z innej strony. Ach! pozostaje jeszcze czynnik wyzwania - zdac po angielsku kurs prowadzony po francusku, to bedzie cos :) I w ogole miec w indeksie wpis od Graetzela -chyba się poświęcę i przemęczę przez tą francuzczyznę :)
  3. BTW - centrum językowe - bo też korzystam z tych usług (ja testuję wszystko, absolutnie wszystko :)!) - jeszcze na zajęciach nie byłam, ale z tego do jakich grup mnie przydzielono po testach to wnioskuję, że mają strasznie zaniżone te poziomy. Z moim bidnym jak mysz kościelna francuskim dali mnie do A1/A2, a w Polsce byłam przecież w połowie A1. U nich na A1 nie mają nawet gramatyki jako takiej wprowadzanej, dlatego z moim l'impairfait i passe compose trafiłam do sekcji poświęconej mówieniu (tak, można wybrac czy chce się wszystko, czy tylko poszczególne umiejętności - ja stwierdziłam, że po prostu wstydzę się mówic i poszłam akurat tam). A na angielski nie chcieli mnie zapisac, bo stwierdzili, że nie ma po co. A kurs przygotowujący do wystąpień publicznych, na którym mi zależało,  nie ruszył, bo za mało studentów. Ale poprosiłam, żeby mnie wcisnęli gdziekolwiek, bo zawsze to szansa na poznanie nowych ludzi i wymianę poglądów - madzia się zawsze wciśnie :)

No i na koniec news dnia: MOJA PIERWSZA BATERIA DZIAŁA! Tak, ta która jest na zdjęciu w poprzednim poście. Zmierzyłam dzisiaj wydajnośc i początkowo miała aż 7,2% ! Nuttapol powiedział, że super, ale możemy ją jeszcze podrasowac oblepiając specjalnymi powłokami antyrefleksyjnymi z jednej, a "refleksyjnymi" (zwykła folia aluminiowa, hehe) z drugiej. Wsadziłam ją jeszcze do kąpieli słonecznej, ale już nie zdążyłam zmierzyc, bo ktoś się wcisnął na aparaturę. W między czasie cięłam dziś szkło :) Nacięłam się jak wariatka, ale to jeszcze nic. Gorsze jest robienie w nim dziurek wiertłem piaskowym. Strrrrrasznie nudna i długa robota. Zrobiłam sobie ze 40 elektrod - powinno starczyc na ok. 2 tygodnie. I zdążyłam pochwalic się moim sukcesem Zakeeruddinowi, za co zostałam przyjaźnie poklepana po ramieniu "Good job!" :) I odfrunęłam do domu. W ogóle to mam długi weekend, bo w tym kantonie w poniedziałek jest święto - coś w stylu postu. Ponoc dawniej nic się nie jadło oprócz czegoś tam śliwkowego. Na szczęście teraz jakoś tak nie wszyscy przestrzegają tradycji (za śliwkami nadal nie przepadam). Ważne za to są dwie informacje: muszę zakupy zrobic jutro, bo potem wszystko pozamykane, oraz - są darmowe koncerty w centrum :) i na pewno odwiedzę Ouchy ! Czekajcie na relację!

Brak komentarzy: